środa, 26 stycznia 2011

Dakar , Baobaby i tłuczone szkło . . .

05:30 - 10:00 Wyjazd z Nouakchott 
Poranek rozpoczął się wcześniej. Trasa dłuższa, przekroczenie ranicy z Senegalem , dojazd do Dakaru. Przemek skutecznie pilotował, reszta załogi spała  ;-) 




10:00 - Trzeba sobie wyobrazić, że te dwa auta zatopił ocean. Przypływ nie zrobił wielu zniszczeń. Po wysuszeniu wróciły do akcji. Nasza "Paczka" liczy już sobie cztery auta ;) 


12:00 - Nowa Fura Zbyszka ;-)  Ten wrak był jednym z waypointów na naszej liście. Przykre, że pustynia i sawanny są usiane takimi "rodzynkami".  Afryka to wielki śmietnik cywilizacji...


13:10 - Kolejne przygody "Dyskoteki".  Odkopaliśmy jednego z zatopionych pojazdów ;) 




15:00 - przekroczenie Senegalu - Mauretania za nami ;-) Okaże się za chwilę, że spędzimy tu kilka godzin... 



15:10 - na granicy 



16:00 - Obiegło nas stado dzieci ;-) Granica to dziwne miejsce, gdzie nikomu nigdzie się nie spieszy, celnicy czekają na łapówki, lokalna ludność zachowuje się tak, jakby nie było w ogóle żadnej granicy a dzieci szukają okazji do zarobienia jakichś pieniędzy za mycie pojazdów lub po prostu obserwują nas zainteresowane.



17:00 - St Louis, kolejne granica pokonana. Ciekawe doświadczenie. Ludzie wydają się bardziej przyjaźnie nastawieni. Uśmiechają się, rozmawiają.... Natrafiliśmy na przemysł jachtowy ;-) 






19:00 - Jaki Ten Baobaba malutki przy Zbyszku ;-)




19:20 - spotkanie przy "drzewku". Stojac przy Baobabie przywitaliśmy trzy kobiety. Potem zdjęcie i..... cala wioska się zleciała ;)






20:00 Stojąc w korku na przedmieściach Dakaru spotkaliśmy załogę fiata 126 ;-)  Historia Węgrów i Malucha jest imponująca, biorąc pod uwagę jakość polskiej myśli technicznej, dystans rajdowy i poziom trudności na trasie...  można uwierzyć, że niemożliwe jest możliwe. ;-)



22:00 - Zamieszki - przedmieścia Dakaru. Tuż po ostatnim zdjęciu w miejscu gdzie staliśmy zgasły latarnie uliczne. Pojawiło się wojsko, policja, zaczęła się rozróba. Ludzie uciekali w popłochu, my nie wiedzieliśmy co się dzieje (ponoć korek był skutkiem jakiegoś wypadku). W Autobus, który stał przed nami posypał się grad kamieni. Dało się słyszeć dźwięk tłuczonego szkła. Wszystkie inne pojazdy zaczęły bardzo szybko zawracać, ludzie uciekali w popłochu. Mnóstwo ludzi wokół, niemal jak w środku jakiejś manifestacji. Zanim zorientowaliśmy się celowano również do nas. Biali wyróżniają się w afrykańskim tłumie a oklejone reklamami samochody z rajdu to aż zbyt łatwy cel nawet w ciemnościach okraszanych licznymi reflektorami samochodów. Nam się nic nie stało. Auto jest poobijane, stłuczona jest jedna szyba. Jutro ocenimy straty. Na kempingu, (w którym nocowały drużyny z rajdu Paryż Dakar) było już ciemno.

01:00 - 05:00 - wieczorek towarzyski ;-) Mamy tu internet, basen i olbrzymie patio z barkiem "do ostatniego klienta" więc kto ma jeszcze w ogóle siłę brnie tutaj coś zjeść, popić zimnego afrykańskiego piwka, wysłać przez internet co trzeba i pogawędzić przy okazji z innymi załogami. Zmęczenie powoli uszczuplało grono entuzjastów, Zbyszkowi nie chciało sie nawet rozkładać namiotu więc przenocował - jak wiele innych osób - na miękkim i wygodnym leżaku tuż przy basenie. ;-)