niedziela, 23 stycznia 2011

Martwa strefa i niebo Afryki . . .


Nocleg był... przy drodze ;-) Samochody zatrzymały się na skraju drogi, uczestnicy rajdu rozłożyli namioty, rozbijali hamaki;)... sposoby na nocleg były rozmaite ;-)








Drużyna Malucha jedzie dalej ;-)


10:00 Land Rover dalej w trasie... zaliczył dwa fikołki ale nie poddał się ;-)




Korekta świateł. Kilka dni temu obniżyliśmy przednie zawieszenie. Trzeba było skorygować wysokość świecenia świateł przednich. Lampy trzeba było zdemontować i nasmarować zapieczone śruby regulacyjne.


11:00 - Granica. Pięć biur, w każdym z nich odręczne pisanie wielu karteczek zajmujących co najmniej godzinę czasu.... 



Na jednym ze zdjęć za naszym samochodem.... podróżująca zastavka 750 LUX. ;)



14:00 - Strefa niczyja. Zaminowany pas ziemi o szerokości 8km oddzielający Saharę Zachodnią od Mauretanii. Taka forma "ogrodzenia". Zastanawialiśmy się czy dzikie wielbłądy nie latają tutaj hucznie w formie porcjowanej po trafieniu na taka minę...






Pomiędzy punktami granicznymi na pasie strefy niczyjej widzieliśmy porzucone samochody, ludzi przekładających tablice rejestracyjne, mnóstwo śmieci... znane jest tu zjawisko "cinkciarza" - sprzeda, kupi, zamieni, wymieni...... ;-)


15:00 - drużyna ze wschodu ;-) ujęła nas oryginalnym dresem z napisem RUSSIA, futerkiem na desce rozdzielczej, bardzo modną panterką na siedzeniach, kanisterkiem pod nogami, frędzelkami w oknach i dopasowaną do całości muzyką. Trzymają taki fason od początku rajdu ;-)


16:20 - Dalsze oczekiwanie na granicy. Zdążyliśmy się zdrzemnąć, opalić, dwa razy wyspać i dwukrotnie zgłodnieć. Bardziej pomysłowe załogi rozstawiają krzesełka i kuchenki turystyczne, z kolejki pojazdów dochodzą różne zapachy kuchenne, kubki smakowe szaleją. Niestety formalności biurowe trwają... Zaczęliśmy rozumieć oburzenie tutejszej ludności.... Przepuszczenie rajdu poza kolejnością oznacza, że inni przekroczą granicę nie dziś a jutro...



17:30 - Wreszcie w Mauretanii...  Kolejny wrak statku... Nie brakuje ich tutaj.


17:50 - coś dla sanepidu ;-) Teraz możecie wyobrazić sobie co to znaczy głód.  W normalnych warunkach nikt z nas nie kupiłby tutaj żadnego jedzenia. Wszystko jest okraszone taką ilością much, że kłopoty zdrowotne są niemal gwarantowane. Jednak w naszej sytuacji....  zrobiliśmy to naszym starym sposobem czyli, zjedz, popij colą a potem jeszcze jakimś alkoholem (który jest tutaj całkowicie nielegalny) na wpyadek gdyby trafiła się jakaś bardziej krnąbrna bakteria, z którą cola by sobie nie poradziła. ;-)




18:00 - Mauretania, Noadibhu. Dzień przed naszym przyjazdem była tu jakaś poważna strzelanina. Na "białych" patrzy się tu jak na wrogów. Próby oszukiwania nas na wszystkim są na porządku dziennym. Ceny dla tego samego towaru potrafią różnić się o 200%... w sklepikach obok!


23:00 - Przyjazd do Bou Lanouar, czyli na środek nigdzie. Dojechaliśmy do noclegu i dowiedzieliśmy się o kilku smutnych informacjach. Trzy drużyny miały smutne przygody. Dwa Land Rovery utknęły na jednej z plaż (w tym jeden, z Łodzi, jest na wcześniejszych zdjęciach, pomagał nam wydostać się z rowu), zostały zalane przez przypływ. Auta jak do tej pory nie wróciły do rajdu, nie mamy kontaktu z drużynami. Źle wyglądała sytuacja Jurka, właściciela terenowego IVECO. Auto dachowało, załoga w szpitalu z poważnymi objawami... Dzień wcześniej właśnie ta drużyna jako jedna z pierwszych pomagała Land Roverowi, który dachował... Smutny to był wieczór.






23:30 - nocleg pod gołym niebem.... ale pod jakim niebem ;-)






23:50 - Niebo w Afryce zadziwia.......