piątek, 28 stycznia 2011

Noc na dachu i granica z Mali

08:00 - Poranek.  Dziś nie mamy trudnego dystansu, jedziemy bezpośrednio na kolejne miejsce noclegowe ponieważ nie udało nam się dojechać do hotelu w parku Nikolo Koba, bramy parku zamknięto i nocą nie było możliwości już dołączyć do głównego campu. Rankiem też nie mieliśmy szansy oddać dokumentów z dnia poprzedniego i otrzymać kolejnych na dziś.


Nocleg na samochodzie jest niesamowity - Jak to opisał Mariusz: Budzisz się w nocy - patrzysz na sufit .... a tam miliardy gwiazd! 


09:30 - Śniadanie. Nie obyło się bez ogólnego zainteresowania mieszkańców wsi. Często w programach podróżniczych można posłuchać o tym, że zaciekawienie tubylców bywa wręcz krępujące dla nas...  lubią po prostu stać i patrzeć. 





09:40 - Łazienka. Plastikowy kubek, miska z woda.... Człowiek nawet nie przypuszcza ile to może przynieść radości w Afryce... ;-) 


10:00 - Senegal. Dzisiaj opuścimy te widoki. Czeka nas granica z Mali i pewnie kolejne kilka godzin oczekiwania na wysokość łapówki. Łapówkarstwo to totalnie legalny proceder w tych krajach. Afrykańczycy chcą zostać mundurowym by złapać namiastkę władzy i wymuszać wysokie łapówki, dostatnio żyjąc tym sposobem w porównaniu z "ludnością świecką".





13:00 Granica Senegal - Mali. Tak jak się spodziewaliśmy, stoi się i tu godzinami tylko po to, żeby dać łapówkę. Nie mniej sam most na rzece to oaza pracy i życia. Kobiety pracują, dzieci śpią przy nich (kobiety noszą je na takich nosidełkach) lub po prostu na piasku tuż przy praniu,  sprawiając wrażenie porzuconych.








Pan w ... czepku pływackim... może biegł na basen? ;-) 



W Afryce takie obrazki nie należą do rzadkości. Widok ten nie jest przejawem odmiennej orientacji a gestem przyjaźni. Faceci będąc przyjaciółmi często idą trzymając się za ręce. Czego by to nie miało oznaczać u nas budziło jednoznaczne skojarzenia ;-)



18:00 - Wieczór w Mali Wszystkie ekipy spotkały się w niewielkim hotelu na przedmieściach Kayes. Jedna wielka impreza. Niestety zdjęcia nie nadają się do publikacji ;-)

Taki wieczór był potrzebny. Wymiana kontaktów, rozmowy o życiu, o przygodach na trasie i o kolejnych wyzwaniach globtroterów. Powoli dociera już do nas, że przygoda ta zbliża się do końca… 
Aż strach pomyśleć, że 35 stopni w dzień i 21 w nocy trzeba będzie zamienić na luty w środkowej i północnej Europie…
Jutro trudny dzień. Wszystkie dary jakie wieziemy zasilą szkołę w Diema. Auto zrzuci z siebie mnóstwo pudełek i tym samym straci znacznie na wadze.


Piotrek Sawicki (w czarnej koszulce) jest jednym z współtwórców Polskiego pojazdu Gepard
Wiele ciekawych osób podróżuje w tym rajdzie.